No i w końcu kolejny rozdział =) W końcu złapała mnie wena (wszystko dzięki Sasuke x)) i udało mi się coś naskrobać.
Mam poważny problem z akapitami (wychodzą nierówno, dziady jedne >_<) dlatego od dziś mym akapitem będzie po prostu 'enter' xD
Z dedykacją dla Kushiny ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Akasuna trzasnął drzwiami swojego pokoju, zostawiając ciało Rin Itachi'emu. Wciąż nie docierało do niego, co tak naprawdę się stało. To przecież nie było możliwe...
Ta wiecznie irytująca dziewczyna nie mogła od tak po prostu zniknąć z jego życia. Nie potrafił sobie wyobrazić dnia bez niej obok, bez tego szerokiego uśmiechu, który pojawiał się na jej twarzy, gdy tylko go ujrzała, bez naburmuszonej miny, gdy nie chciał przyznać jej w czymś racji, a nawet smutku w oczach, gdy dawał jasno do zrozumienia, że nie traktuje jej poważnie. Jak miałby sobie bez tego wszystkiego poradzić? I to w momencie, w którym zaczął dostrzegać wagę tych wszystkich drobnych gestów.